Blog > Komentarze do wpisu
Fucha

Tak to już jest: nudzisz się przez miesiąc i już z nudow co drugi dzień zmieniasz kolor paznokci, aż tu nagle nad tobą wybucha wielki balon z wodą, i wszystko zaczyna dziać się naraz.

Tak i u mnie, po okresie bezruchu (poza kolorowym, intensywnym i zupełnie z innego świata tygodniem w Rzymie) nastąpiła wzmożona aktywność. Kilka miesięcy temu, przerażona moim brakiem planów na wakacje, zastanawiałam się nad zgłoszeniem jako wolontariuszka na Transatlantyk - z ciekawości, co też ta nowa impreza będzie sobą reprezentowała. Wypełniłam formularz na stronie, ale trzeba było jeszcze osobno dosłać cv, coś mnie rozproszyło... I zupełnie nie pamiętam, czy je wysłałam w końcu, czy nie. Okazało się w ostatni czwartek, że jednak tak.

Obecnie z drżeniem czekam wtorku i spotkania organizacyjnego, bo jest więcej niż prawdopodobne, że festiwal będzie mi kolidował z:

- zaplanowanym dwa miesiące temu dwudniowym spotkaniem moich kochanych hispanistów w Puszczykowie,

- pracą (co prawda przez dwa popołudnia w tygodniu, ale zawsze),

- fuchą. Fucha jest o tyle ciekawa, że jest "na wczoraj", a obejmuje, w skrócie rzecz biorąc, pisanie tekstów o wielkopolskiej kuchni regionalnej. Jakby ktoś wobec tego poczuł nagłą ciekawość np. w kwestii miodówki czy świni złotnickiej, służę informacją ^_^

No i do tego dochodzi jeszcze opieka nad Zameczkiem, czyli domem rodziców w Puszczy właśnie. Z naciskiem na podlewanie pomidorów (!) i terminowe wystawianie śmieci przed płot. Rodzice bujają na rowerach. A jeszcze przyjedzie brat z Kaliną, co na szczęście wypadnie jakoś między jednym a drugim małym pandemonium.

Do tego drobne robótki fundacyjne.

No i jeszcze rozmowa kwalifikacyjna... Ale tu cicho, coby nie zapeszyć :)

Dzieje się :)))

piątek, 29 lipca 2011, angaya