|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Luxe
W ramach odpoczynku pofestiwalowego (który okazał się bardzo ciekawy, acz nieco zbyt angażujący) wybrałam się na tydzień autokarem do Niemiec. W mieście Trier (po polsku Trewir) zamieszkuje bowiem jedna z moich najbliższych koleżanek. Zamieszkuje bynajmniej nie z upodobania, tylko z powodu trzymiesięcznych praktyk w oddalonym o 40 min jazdy pociągiem Luksemburgu. A ponieważ zawsze ciekawią mnie miejsca inne i odległe, wykorzystałam okazję. Luksemburg jest państwem, którego obszar niewiele wykracza ponad Luksemburg-city, stolicę. W zasadzie mówimy o jednym mieście i sypialniach. Samo miasto, siedziba światowej finansjery i Unii Europejskiej, przytłacza disneyowością widoczków i wszędzie widocznymi pieniędzmi. U nas na skwerku, rzucona niedbale, leżałaby plastikowa torebka. Tam, metka od Chanel. Przykład autentyczny. Z cyklu przygody filologa: istnieje język luksemburski :) Posługują się nim jednak przeważnie tylko rodowici mieszkańcy, a większość sklepów i restauracji ma raczej opisy po francusku i/lub niemiecku. Większość mówi też po angielsku. Z cyklu przygody Oli na uchodźstwie: piękny pan w pociągu. Ola, jak już wspomniałam, pokonuje trasę Trier-Luksemburg dwa razy dziennie, i spotyka tam różnych ludzi, mnie lub bardziej ciekawych. Do tych bardziej ciekawych należał pewien pan, który do złudzenia przypominał naszego Anioła Stróża z Malagi: tak samo przystojny, pięknie ubrany i pachnący, z ładnym zegarkiem, butami i nie wiem czym jeszcze. Pan stał się obiektem tęsknych westchnień Oli, aż nadarzyła się okazja... Przechodził obok niej. Jednak nieszczęśliwie nastąpiło to właśnie w momencie, kiedy ona uznała, że czas na drugie śniadanie, i podnosiła do ust kanapkę... Z pasztetem. Rola pasztetu zresztą, jako elementu wybitnie destabilizującego podróż jakimkolwiek środkiem transportu, powinna zostać dogłębnie przeanalizowana. Jako kolejny przykład mogę podrzucić licealną podróż autokarem do Francji, kiedy to inna moja koleżanka w środku nocy zrobiła się głodna i wyjęła kanapkę. Po pierwszym kęsie zapach przysmaku obudził pół autokaru. Sztraszny pasztet. środa, 24 sierpnia 2011, angaya
Komentarze
Gość: Shin, host-212-67-151-190.cable.net-inotel.pl
2011/08/29 14:00:53
Pasztet to pikuś. Swego czasu wracałem autokarem z Paryża wioząc rodzicom kilka tamtejszych serów. Paryż- Poznań, następnie PKP do Wrocka i stamtąd busem na zadupie. Jak w autokarze i pociągu jeszcze to jakoś uchodziło, tak wyrazy twarzy współpasażerów busa świadczyły dobitnie o niepewności względem tego, czy znajdują się w środku transportu, czy też w kloace. ;)
|