Blog > Komentarze do wpisu
Na placu budowy

No i z tego całego sekretarzowania wyszło tak, że obecnie mam przyspieszony kurs słownictwa specjalistycznego. Przezabawni Hiszpanie (oczywiście w większości Katalończycy) mają w Poznaniu dwie budowy, które od dwóch tygodni ogarniamy w firmie w sposób przyspieszony. Kilka anegdot:

1. Mój szef przez telefon do hiszpańskiego szefa budowy, przed ważnym spotkaniem ze stresującym panem narodowości polskiej:

- Posadźcie Agnieszkę przy tym panu, może zmięknie...

2. Wychodzimy z biura w kierunku budowy, na to właśnie ważne spotkanie. Ja do mojego szefa: - Ale tam będzie jeszcze ktoś, kto zna hiszpański?

Szef, z całym spokojem: - Nie, będziesz tłumaczką.

Ja: - Aha.

3. (anegdotka niestety tylko dla hiszpańskojęzycznych)

Javi do mnie przez telefon: - Necesito una maquina para picar.

Ja do firmy wypożyczającej sprzęt: - Potrzebujemy takiej maszyny... eee... do... dziubania?

4. Ważne spotkanie z wspomnianym groźnym panem. Otwieramy dokument w formacie cad. Javi pokazuje ikonkę programu, w której pojawia się znany budynek i mówi z dumą: - To ja budowałem.

Ja: - Co?

On: - Kojarzysz wieżowiec Agbar?

Ja: - Taaaak...

On: - No właśnie.

Ja: (oczy jak spodki)

Javi, dumnie: - I szpital Sant Pau.

Ja: - CO? [a to mój ulubiony budynek w BCN...]

Javi: - No, to też ja. To znaczy, ta nowa część.

Na szczęście ludzie, którzy odbierają telefony w różnych firmach wynajmujących sprzęt są cierpliwi, wyrozumiali i przyjmują np. zdjęcia części, co do których nie mam pojęcia, jak się nazywają po polsku ani do czego służą, ale których pilnie potrzebuję ;)))

Powoli zaczynam też przyjmować nawyk mówienia do każdego Hiszpana po katalońsku. Ich tu jest naprawdę jak mrówków :)

czwartek, 17 listopada 2011, angaya

Komentarze
Gość: Mo., zaq77191704.zaq.ne.jp
2011/11/18 02:20:27
Tia, pamiętam swoje pierwsze zderzenie ze słownictwem specjalistycznym. Oj, człowiek potrafił być kreatywny jak przyszło co do czego i nie jedna maszyna "do dziobania" się urodziła 'z braku laku' :D. Cisz się, że strony nie wychodzą z założenia, że powinnaś znać te wszystkie nazwy, bo przecież jesteś tłumaczem (ergo również: inżynierem, prawnikiem, doktorem medycyny itp i żadne słówko nie jest Ci obce, a jak istnieje potrzeba to możesz z pamięci wyrecytować encyklopedyczną definicję)! Spoko, jeszcze kilka tygodni i nie poznasz samej siebie :D. Ja dysponuję w tej chwili większym zasobem słownictwa produkcyjno-budowlanego niż przeciętny mieszkaniec Wysp :).